Cztery lata temu wyszłam za mąż... Ależ byłam wtedy szczęśliwa. Bajka skończyła się jednak już po roku małżeństwa. Uczucia się stopniowo wypalały, doszło znudzenie i monotonia. Próbowałam ratować to małżeństwo, ale wszelkie moje próby diabli wzięli. Ponadto przez ostatnie dwa lata podejrzewałam, że mąż mnie zdradza, ale nie miałam dowodów, a poza tym mąż w miarę dobrze się maskował. Intuicja podpowiadała mi jednak, ze coś jest nie tak. Wynajęłam dwóch detektywów, ale nawet oni nic nie wykryli. Podejrzewam, że mąż się zorientował, że jest śledzony, więc zaczął się zachowywać dosłownie jak anioł. Nadal przeczucie nie dawało mi spokoju. Poszłam do wróżki, która potwierdziła moje obawy. Przepowiedziała mi jednak, że znajdę sposób na wykrycie zdrady mojego męża i że złapię go na gorącym uczynku. Którejś nocy śniło mi się, że jadę samochodem przez las, nie znam drogi, ale mam zamontowany w samochodzie monitoring gps... Wtedy się obudziłam. Olśniło mnie!!! Monitoring gps!!! Tak, to jest to! Jeszcze tego dnia zamontowałam monitoring gps w samochodzie mego męża. Nie minęła doba a wyruszyłam swoim samochodem za moim mężem, ciekawa dokąd to on się udaje... Ujechałam za nim kilka kilometrów, potem wjechaliśmy w las. Zaparkowałam i przyczaiłam się w krzakach. I co zobaczyłam? Mój mąż spotkał się w lesie z jakąś blondynką... Chyba nie muszę pisać co z nią robił... Zrobiłam kilka fotek... No i już miałam podstawę do rozwodu...